Wino, kobiety i jeż
Exellos
ZombieCamel
- Boże! Jakbym Polskę widział!
- Tak, ale niestety tylko jej wady, ukazane niezwykle kompleksowo i realistycznie. To plus dla filmu - oczywiście są przerysowane, ale jednocześnie pokazano je bardzo celnie i tak, że nie czułem zażenowania przy oglądaniu (a to się rzadko zdarza, by ukazać problemy młodych ludzi tak, by młodzi ludzie nie uderzali się dłonią w twarz).
Natomiast problemem "Jeża Jerzego" jest jednostronność. Dlaczego nie pokazano naszych zalet? Dlaczego Polacy są wykreowani na zdegenerowane i przegniłe społeczeństwo? Nie jesteśmy idealni, ale taki obraz jest po prostu krzywdzący!
- Chyba właśnie o to chodziło twórcom. Czasem przydaje się pokazać społeczeństwo tylko od tej drugiej strony, tak jak większość innych filmów z dużego obiegu zajmuje się tylko tą pierwszą. Dlatego podobała mi się właśnie ta bezkompromisowość przy pokazywaniu katalogu wad, bez zalet. Może jest to obraz krzywdzący, ale pokazanie dobrych stron mogłoby zbyt dużo zamieszać w konstrukcji filmu, nie mówiąc już o całym jego impecie.
- Naprawdę? Ile ty w życiu widziałeś filmów, gdzie Polska była rajem?
- Wpisz sobie 'komedia romantyczna' w wyszukiwarce, więcej raju na ziemi i w niebie nie znajdziesz.
- A o impecie mówiąc - "Jeż Jerzy" miał impet przez pierwsze 20 minut. Potem to był festiwal obrzydliwości, męczących żartów i stęchłej atmosfery.
- Fakt, impet trochę stracił, ale nie po 20 minutach. Póki jeżowe zagrywki nie zaczęły się powtarzać wszystko szło całkiem nieźle. A atmosfera była oczywista od samego początku filmu. W sumie trudno było się spodziewać jakiejkolwiek innej, wiedząc cokolwiek na temat komiksów z Jerzym.
- A jednak liczyłem, że scenarzysta (wiedząc, że film będzie powszechnie oglądany) pokusi się o coś ambitniejszego. Przynajmniej poziom wyższy, niż w innej polskiej kreskówce docelowo dla dorosłych - "Włatcy Móch"; ale dalej oferujący humor niedojrzały, mogący podobać się chyba tylko dzieciom z podstawówki. Ponieważ wiem, że bawi to też dorosłych, powiem tylko, że niektórzy mentalnie zawsze będą na poziomie dziecka.
- "Włatcy móch" coś w sobie mieli na samym początku istnienia, kiedy jeszcze nie oglądali się za niedorosłym widzem. Wtedy te wszystkie podteksty (wyobraź sobie, że dzieciaki nie znają się na polityce) miały sens, potem dopiero zmieniły się w pokraczne 'coś', które przyciąga jedyne zainteresowane środowisko. Ale "Jeż Jerzy" jest na nieosiągalnym dla "Włatców.." pułapie. Przede wszystkim dlatego, że śmieszy! Czasami mądrzej, czasami głupiej, ale nieprzerywanie doprowadza do rozbawienia. Może właśnie dzięki tej wspomnianej obrzydliwości. Obawiam się, że gdyby zaserwować nam (Polakom) bardziej wyrafinowane (dojrzalsze?) żarty, odwrócilibyśmy się do nich plecami zniechęceni tym, że ktoś śmiał z nas się śmiać, albo nawet uznać za niespełna inteligentnych. Dlatego tak dobrze ta autoironia sprawdza się pod maską niewinnego idiotyzmu, którego nie odbieramy tak osobiście.
- Ale to jest właśnie bezsensowne. Bo z jednej strony przemycają naprawdę inteligentną krytykę, np. parodia wielkiej dyskusji artystów...
- O tak, filmowa wersja "Tygodnika Kulturalnego" świetna!.
- ....a z drugiej - skupiają się na żartach analno-waginalnych. Po co stosować tego typu dualizm? Nie żyjemy już w kraju, gdzie trzeba się kryć z żartami o polityce.
- Przecież nikt się nie kryje z żartami o polityce (postać posła), choć coś w tym jest. Wziąłbym przy tym pod uwagę sposób w jaki powstał filmowy jeż nr 2, czyli ten analno-waginalny. Otóż naukowcy zmiksowali ze sobą wszystko, czym żywimy się na co dzień we współczesnej kulturze: od celebrytów, przez punk rocka po biuściaste panienki z reklamy. No i w efekcie wyszła ta obrzydliwość, która tak zdominowała drugą połowę filmu. Nie uważam to za złe, dla mnie to po prostu kolejne rozważanie nad współczesnością, tylko przesycone jej wymiocinami do granic możliwości.
- Kończąc temat parodiowania rzeczywistości - jedna scena mocno zapada w pamięć - gumowe lale osnuwające niebo Warszawy. Czy to miała być metafora, czy nie - widok jest piękny.
A o widokach mówiąc, animacje są według mnie najmocniejszą stroną filmu. Dynamiczne, barwne i treściwe. To może być powód do obejrzenia Jeża. Oraz dowód na to, że jeśli szukamy zalet polskiego społeczeństwa, to animatorzy zawsze będą nas godnie reprezentować.
- Zawsze mówiłem, że animacja to dziedzina, która nam wyjątkowo wychodzi. Rysownicy stanęli na wysokości zadania, bo obrazy świetnie oddają klimat w jakim toczy się film, co mówi samo za siebie.
Jeśli idzie o parodiowanie, to jeszcze czegoś mi zabrakło. Skoro już jedziemy po bandzie dobrego gustu wyśmiewając mniejsze i większe przypadłości naszego narodu, to powinno się jeszcze zahaczyć o dewocję. Wtedy zobaczylibyśmy już wszystko. Jednak twórcy pominęli tę kwestię, może jednak Jeż nie jest takim anarchistą?
- Naprawdę, aż tak ci tego brakowało?
- Aż tak nie, ale chciałbym zobaczyć niektóre grupy okupujące Pałac Prezydencki w tej najeżonej wersji.
- Chyba rzeczywiście jesteś Polakiem na wskroś, skoro jeszcze za mało ci okazji do narzekania. A myślę, że możesz spać spokojnie, podejrzewam, że "Jeż Jerzy" numer dwa już powstaje. Może wreszcie spełni moje oczekiwania.
I może w końcu dubbing będzie tak dobry jak obraz. Bo w obecnej wersji jest nijaki. Gdy zorientowałem się na napisach końcowych, że Yolą jest Maria Peszek, to poczułem się lekko oszukany. Bowiem głos Yoli nie był nawet w ułamku tym, co zazwyczaj Peszkówna prezentuje. Szyc Szycem, jakoś taki mało Szycowy (to akurat plus), wyrabiał się w normie. Jarosława Boberka mam szczerze dosyć, bo ten pojawia się chyba w każdym możliwym podkładzie głosów.
Sokół dobrze się sprawdził (czyżby grał siebie?), a Koterski nieźle mu towarzyszył.
Ale jedynym pozytywnym zaskoczeniem był Maleńczuk w roli obszernej prostytutki Lilki. Ten głęboki głos naprawdę sprawia, że powietrze drży.
Reszta aktorów w normie. Uważam, że "w normie" to zdecydowanie za mało, stać ich było na dużo więcej.
- Dla mnie głosy same w sobie, poza parą Sokół-Koterski, w niczym się nie wyróżniły. Były w tejże normie i takie określenie wystarczy do ich opisania w całym filmie.
- Amen.
- Co do ewentualnej części drugiej - obawiam się, że może być zupełnie odwrotnie, tzn. okaże się przerysowaniem części poprzedniej, ale obecnie to nie nasz problem. Docelowa część pierwsza powstała i nie wypadła najgorzej. Animacje zgrabne (w filmie najlepsze), pośmialiśmy się nie popadając w urazę, oraz zobaczyliśmy dmuchane lale fruwające wokół Pałacu Kultury. Film uznam za udany, ale bez rewelacji; z zamierzenia głupawy; obrzydliwy (zwłaszcza, że ostatnią animację, którą oglądaliśmy była urocza "Chico i Rita"), więc tylko dla ludzi, którzy od takiego obrzydlistwa nie stronią. No i mimo wszystko pokazuje Polskę, jakakolwiek w tym filmie by nie była.
- Yhm, tak. Dodajmy do tego jeszcze palmę, autobus marki Ikarus i charakterystyczny swąd Warszawy, który niektórzy kochają, a inni nienawidzą, oraz policjantki z falującym biustem.
- Jeszcze 'Warszaffki' nie było!
- ... Jeż Jerzy może się podobać, może śmieszyć i może ostro kpić.
Mnie śmieszył, ale równocześnie trochę męczył, więc uznam, że to niezły film.
ZombieCamel 6/10 (łaskawie, jak to mam w zwyczaju)
Exellos 6/10 (wiecie, że łaskawy nie jestem)
Bliźniaczka recenzji tu:
http://exellos.filmaster.pl/notka/wino-kobiety-i-jez/
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook